Gliwice zobaczyły tenis na pełnych trybunach i wielkie emocje

Gliwice zobaczyły tenis na pełnych trybunach i wielkie emocje

FOT. Urząd Miejski w Gliwicach

PreZero Arena Gliwice na dwa dni zamieniła się w miejsce, gdzie każdy punkt wywoływał szum z trybun. Na korcie nie było przypadkowych ruchów ani spokojnych wymian – Polki i Ukrainki grały tak, jakby stawką był nie tylko awans, ale też sportowy prestiż i pamięć o dawnych polskich sukcesach. Dla miasta to był jeden z tych weekendów, po których hala jeszcze długo nie milknie.

  • Trybuny, które niosły każdą wymianę
  • Polskie mecze, które rozgrzały halę do czerwoności
  • Gliwicka hala dostała tenisowy impuls na dłużej

Trybuny, które niosły każdą wymianę

Przy takiej frekwencji gliwicka hala rzadko ogląda tenis. Kwalifikacje do Billie Jean King Cup przyciągnęły tłumy, a organizatorzy mówili wprost, że pod względem liczby kibiców była to największa impreza tenisowa w Polsce od 2015 roku. To porównanie nie wzięło się znikąd – ostatni raz podobny obrazek można było zobaczyć w Krakowie , gdy Agnieszka i Urszula Radwańskie razem z Alicją Rosolską i Klaudią Jans-Ignacik grały z Rosjankami.

W Gliwicach tamten moment też został symbolicznie przywołany. Pierwszego dnia rozgrywek na korcie pojawiły się właśnie Radwańskie, które odebrały pamiątkowe statuetki. To był czytelny znak, że tenis kobiet w Polsce ma swoją historię, a PreZero Arena dopisała do niej własny rozdział.

Polskie mecze, które rozgrzały halę do czerwoności

W piątek jako pierwsze wyszły na kort Magda Linette i Marta Kostjuk. Przez kilkadziesiąt minut pierwszego seta mecz był wyrównany, ale końcówka należała do Ukrainki, która wygrała 6:4, 6:0. Później na korcie pojawiła się Elina Svitolina, kapitanka Ukrainek i jedna z najmocniejszych nazwisk tego turnieju. Katarzyna Kawa nie zdołała zatrzymać jej rytmu, a wynik 6:2, 6:1 pokazał przewagę rywalek.

Sobota przyniosła najdłuższe i najbardziej zacięte spotkanie całego weekendu. Maja Chwalińska i Martyna Kubka przez trzy godziny walczyły w deblu z Nadiją i Ljudmiłą Kiczenok. Polki miały swoje szanse, w pierwszym secie były nawet trzy piłki setowe, ale Ukrainki wyszły z tego obronną ręką i wygrały 6:4. Druga partia padła łupem gospodyń po tie-breaku 7:5, jednak w trzecim secie siostry Kiczenok znów przejęły kontrolę i zamknęły mecz wynikiem 6:3.

Po deblu doszło jeszcze do zmiany w składach. Magda Linette nie stanęła już naprzeciw Eliny Svitoliny, bo kapitanowie zdecydowali się na inne zestawienie. Dawid Celt postawił na Lindę Klimovicovą, a Ilia Marczenko wprowadził debiutantkę Oleksandrę Olijnikową. Ten pojedynek także wygrała Ukrainka – 6:4, 6:1.

Gliwicka hala dostała tenisowy impuls na dłużej

Zwycięstwo dało Ukrainkom drugi z rzędu awans do finałów Billie Jean King Cup. Turniej rozstrzygnie się od 22 do 27 września w chińskim Shenzhen. Polki czeka z kolei faza play-off, zaplanowana na 20–22 listopada. Polski Związek Tenisowy podał też, że losowanie odbędzie się 23 kwietnia o godz. 12.00.

W PreZero Arenie nie chodziło jednak wyłącznie o wyniki. Dla kibiców przygotowano Strefę Kibica ze stoiskami partnerów imprezy, a w Małej Arenie odbył się Festiwal Dziecięcy zorganizowany przez Polski Związek Tenisowy i Fundację LOTTO. To właśnie takie elementy często decydują o tym, czy duże zawody zostają w mieście na dłużej niż tylko na dwa dni – bo obok sportowego poziomu zostaje jeszcze rodzinna atmosfera i pierwsze tenisowe wspomnienia najmłodszych.

Po takim weekendzie w Gliwicach trudno nie myśleć o powrocie wielkiego tenisa. Hala była pełna, mecze miały ciężar, a publiczność dostała widowisko, które łączyło historię, emocje i realną szansę na nową tradycję.

na podstawie: Urząd Miejski Gliwice.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miejski w Gliwicach). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.