Na gliwickich cmentarzach pamięć o odwadze, która ocaliła dziesięć istnień

3 min czytania
Na gliwickich cmentarzach pamięć o odwadze, która ocaliła dziesięć istnień

FOT. Urząd Miejski w Gliwicach

W Gliwicach tego dnia cisza mówiła więcej niż oficjalne przemówienia. Na Cmentarzu Lipowym i Centralnym stanęli obok siebie bliscy, samorządowcy, przedstawiciele instytucji i mieszkańcy, by oddać hołd rodzinom Wróblewskich i Sochów – ludziom, którzy w czasie wojny wybrali odwagę zamiast obojętności. To była uroczystość, w której historia przestała być szkolnym hasłem, a wróciła pod konkretne nazwiska, twarze i groby.

  • Przy grobach, gdzie pamięć nabrała osobistego wymiaru
  • Lwowska historia odwagi, która skończyła się w Gliwicach
  • Pamięć, która nie kończy się na jednym dniu

Przy grobach, gdzie pamięć nabrała osobistego wymiaru

Najpierw uczestnicy zatrzymali się na Cmentarzu Lipowym, gdzie odsłonięto tablicę pamiątkową na grobie Anny i Stefana Wróblewskich. Wśród obecnych byli ich najbliżsi – córka Alicja Gadzielińska z mężem Brunonem oraz wnuczka Beata Skaba. Właśnie ta obecność sprawiła, że ceremonia nie miała tylko oficjalnego charakteru. Przy grobie od razu było widać, że mowa o ludziach, których historia wciąż żyje w rodzinie.

Potem pamięć przeniosła się na Cmentarz Centralny, gdzie upamiętniono Magdalenę i Leopolda Sochów. Tu także nie zabrakło rodziny – przy grobie pojawiły się wnuczki Magdaleny Sochy, Magdalena Fiołka-Koniczek i Iwona Skóra. W takich chwilach widać, jak bardzo wojenne losy potrafią sięgać poza podręczniki i archiwa, a jednak nadal wybrzmiewać w kolejnym pokoleniu.

Uroczystości przygotowały Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach , Miasto Gliwice i Centrum Kultury Victoria. Wzięła w nich udział prezydent Gliwic Katarzyna Kuczyńska-Budka wraz z zastępcą Łukaszem Gorczyńskim, a także przedstawiciele samorządu, instytucji, Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, Kościoła katolickiego, Gminy Wyznaniowej Żydowskiej, służb mundurowych i wojska.

„Ich odwaga nie była wielkimi słowami, lecz codzienną decyzją, by pomóc drugiemu człowiekowi” – podkreślała prezydent Katarzyna Kuczyńska-Budka.

Lwowska historia odwagi, która skończyła się w Gliwicach

Korzenie tej opowieści prowadzą do okupowanego Lwowa. To tam Leopold Socha, Stefan Wróblewski i Jerzy Kowalow, pracujący jako kanalarze, przez ponad rok ukrywali w kanałach grupę Żydów. Dostarczali im jedzenie i lekarstwa, a ryzyko było codziennością. W tym działaniu wspierały ich żony – Magdalena Socha i Anna Wróblewska.

Dzięki ich pomocy przeżyło dziesięć osób: Ignacy, Paulina, Krystyna i Paweł Chigerowie, Jakub Berestycki, Klara Keler, Mundek Margulies, Gienia Weinberg, Chaskiel Orenbach oraz Halina Wind. To liczba, która w suchym zapisie wygląda skromnie, ale za każdą z tych osób stoi cały dalszy ciąg życia, którego mogło nie być.

Po wojnie rodziny Sochów i Wróblewskich osiadły w Gliwicach. Ich losy zostały później uhonorowane przez Instytut Yad Vashem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, a nazwiska trafiły na Ścianę Honoru w Ogrodzie Sprawiedliwych w Jerozolimie. Leopold i Magdalena Sochowie zostali tam wpisani w 1978 roku, a Stefan i Anna Wróblewscy – w 1981 roku.

Pamięć, która nie kończy się na jednym dniu

Gliwickie obchody miały też wcześniejszy, filmowy wstęp. Dzień przed uroczystościami odbył się pokaz filmu „W ciemności” Agnieszki Holland oraz spotkanie z Robertem Więckiewiczem, który wcielił się w Leopolda Sochę. To dopełniło obraz całej opowieści – od kina, przez wspomnienie, aż po realne groby na gliwickich cmentarzach.

Najmocniej wybrzmiało jednak to, co działo się 24 marca. W Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką Gliwice przypomniały, że bohaterstwo nie zawsze ma wielki gest. Czasem zaczyna się od decyzji, by nie odwrócić wzroku.

na podstawie: Urząd Miejski w Gliwicach.

Autor: krystian